Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbieganie może tak boleć. Minęły dwa lata, maratonowi dołożono jakieś 5 km, a mnie do tegorocznego startu skusiła deklaracja organizatorów sprzed dwóch lat. Na jubileuszowym medalu miała pojawić się Śnieżka.
Pojechałem z obawami o kostkę. Niewiadomą była też kondycja jako taka, bo od skręcenia stawu skokowego na Chojnik Maratonie nie biegałem. Wyzwanie, że hoho.
Noga szału nie robiła. Było oczywiście zdecydowanie lepiej, na płaskim chodziło mi się nieźle, ale zagadką pozostawała kwestia zachowania się kostki w górskich warunkach. Na wszelki wypadek na dzień przed startem poszukałem fizjoterapeuty w Jeleniej Górze by otejpować nogę. Było z tym trochę przygód, bo Centrum Rehabilitacji na stronie www i facebooku podawało ulicę X, a na miejscu okazało się, że ich tam nie ma. Przez telefon dowiedziałem się, że są w innym miejscu. Trafiłem w ręce Tomka, który przejrzał staw, obejrzał stopy i okleił, a przy okazji oznajmił, że muszę popracować nad miednicą bo przy rotacji jaką mam załatwię kolana.
W piątkowy wieczór wyskoczyliśmy na bieg rodzinny. Impreza iście towarzyska, bez pomiaru czasu i wszystkich biegowych bajerów. Było wesoło, zabawa w berka z dzieciakami. Noga pozwalała biec i zbiegać.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #maratonyweroniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą #maratonyweroniki. Pokaż wszystkie posty
09 lipca 2018
07 czerwca 2018
Chojnik Maraton
Kolejny przystanek w podróży #maratonyweroniki Tym razem otrzymany w prezencie na imieniny (a może gwiazdkę?), start trochę z przypadku, bo dotychczas Chojnik Maraton wypadał w ostatnią niedzielę maja - dzień, gdy nie ma zmiłuj - pracuję przy dużej imprezie. W tym roku okazało się, że Chojnik odbędzie się tydzień później. Zastanawiałem się czy biec, jakoś nie miałem weny, bo na koniec czerwca czeka mnie Maraton Karkonoski. Dałem się jednak namówić Madzi i zgodziłem na taki prezent.
05 lipca 2017
Super Góry
Dwa lata temu kolega pytał mnie czy nie chciałbym
wystartować w Maratonie Gór Stołowych. Impreza oblegana, ale jego brat przy
niej pomaga więc jakby co mógłby zapytać czy byłoby tam dla mnie miejsce.
Odmówiłem. Gdzieś czytałem, że to trudny bieg, a ja trail znałem tylko z 5
kilometrów City Trail. Góry? To inna bajka. W tym roku wygrałem w konkursie
możliwość startu w Supermaratonie Gór Stołowych i postanowiłem skorzystać z tej
możliwości. W sumie raz ukończyłem górski maraton, na koncie miałem dwa półmaratony
i jedno 12 km.
10 kwietnia 2017
Tydzień po maratonie - stroboskop
W sylwestrowy wieczór zasiadłem do komputera i zapisałem się na maraton w Gdańsku. Miała to być trzecia edycja biegu, rozgrywana o dużo lepszej porze roku niż w przypadku Maratonu Solidarności. Zapisałem się, bo stwierdziłem, że ze względów finansowych odpuszczę Dębno - 140 zł uważałem za zdzierstwo. Po paru godzinach za sprawą Madzi na liście startowej pojawiło się Dębno, więc wiedziałem, że z bicia życiówki na wiosnę będą nici. Czekały mnie dwa maratony tydzień po tygodniu. W lutym odpowiedziałem na ogłoszenie Dębna i zostałem pacemakerem. Planowane prowadzenie grupy na czas 4:30 sprawiło, że kompletnie nie czułem treningowego ciśnienia. Jak nie miałem ochoty to nie biegałem. Jakie były tego efekty?
Krótko przed gdańskim maratonem Madzia wpadła na pomysł by pobiec tam sztafetę. Musiała tylko znaleźć chętne do zabawy. Niemal bez namysłu zgodziła się Ania, po chwili dołączyła Justyna, brakowało tylko czwartej. Poszukiwania trwały aż wreszcie na start dała się namówić sama królowa matka - Aldona - organizatorka Biegu Trzech Króli, Biegu Instalatora i Biegu Dąbrowskiego. Towarzystwo wyszykowało się zacne. I szalone do tego.
Pojechaliśmy w sobotnie popołudnie. Z każdym punktem poboru sztafeciarek robiło się coraz weselej. Na szczęście zdołaliśmy się zmieścić z bagażami, bo Aldona to królowa przebrań. Zabrała ze sobą pokaźny worek. Dziewczyny miały wystąpić na żółto.
Krótko przed gdańskim maratonem Madzia wpadła na pomysł by pobiec tam sztafetę. Musiała tylko znaleźć chętne do zabawy. Niemal bez namysłu zgodziła się Ania, po chwili dołączyła Justyna, brakowało tylko czwartej. Poszukiwania trwały aż wreszcie na start dała się namówić sama królowa matka - Aldona - organizatorka Biegu Trzech Króli, Biegu Instalatora i Biegu Dąbrowskiego. Towarzystwo wyszykowało się zacne. I szalone do tego.
Pojechaliśmy w sobotnie popołudnie. Z każdym punktem poboru sztafeciarek robiło się coraz weselej. Na szczęście zdołaliśmy się zmieścić z bagażami, bo Aldona to królowa przebrań. Zabrała ze sobą pokaźny worek. Dziewczyny miały wystąpić na żółto.
17 października 2016
Maratony Weroniki
W wielu (zwłaszcza maratońskich) postach przewija się hasło Maratony Weroniki. Chyba pora napisać o co w tym dokładnie chodzi, zwłaszcza, że realizacja pomysłu przebiega całkiem żwawo.
Biegam od końca lipca 2012 roku. To był czas gdy Weronika była krótko po czymś, co w wypisie nazwano nefrektomią lewostronną. Jeśli nie chce się komuś szukać wyjaśniam. Wycięto jej wówczas lewą nerkę wraz z żyłą i tętnicą nerkową, wszystko z powodu tkwiącej pomiędzy żyłą a tętnicą masą resztkową guza. W trakcie pierwszej operacji - resekcji guza pierwotnego (a było to we wrześniu 2011 roku) usunięto tylko nadnercze. Jako, że po zakończonym leczeniu lekarze postanowili zminimalizować ryzyko wznowy neuroblastoma zapadła decyzja by usunąć masę resztkową, niestety z racji jej ulokowania również z nerką. Dziecko, które wówczas powtórnie przecięto na pół już rok później zafascynowało się moim bieganiem. W listopadzie 2013 r. zaczęła biegać ze mną i szybko okazało się, że wpadła w to po uszy.
Biegam od końca lipca 2012 roku. To był czas gdy Weronika była krótko po czymś, co w wypisie nazwano nefrektomią lewostronną. Jeśli nie chce się komuś szukać wyjaśniam. Wycięto jej wówczas lewą nerkę wraz z żyłą i tętnicą nerkową, wszystko z powodu tkwiącej pomiędzy żyłą a tętnicą masą resztkową guza. W trakcie pierwszej operacji - resekcji guza pierwotnego (a było to we wrześniu 2011 roku) usunięto tylko nadnercze. Jako, że po zakończonym leczeniu lekarze postanowili zminimalizować ryzyko wznowy neuroblastoma zapadła decyzja by usunąć masę resztkową, niestety z racji jej ulokowania również z nerką. Dziecko, które wówczas powtórnie przecięto na pół już rok później zafascynowało się moim bieganiem. W listopadzie 2013 r. zaczęła biegać ze mną i szybko okazało się, że wpadła w to po uszy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
-
Dziś będzie w nieco cięższym klimacie. In memoriam. Weronika, moja córka. Rocznik 2008. Gdy miała 2 lata i 5 miesięcy wylądowała na Oddzia...
-
To jedno z tych zdań, które zajmują wysokie pozycje na liście irytujących pytań. Ile kilometrów ma ten maraton. Używając terminologii rodem...
-
Maraton Karkonoski poznałem dwa lata temu. Trasa wówczas zmasakrowała mnie na ostatnich 7 kilometrach. Do tego czasu nie wiedziałem, że zbie...
3 razy Śnieżka
Rzec można, że w naszych duszach, czasem i ciałach, istnieją zadry, z którymi koniecznie chcemy się rozliczyć. Nieważne czy nastąpi to po ro...


