Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M1980GB. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą M1980GB. Pokaż wszystkie posty

20 września 2015

Przez chwilę byliśmy zwycięzcami

Od kilku tygodni zatruta studnia (jak mój znajomy nazywa TVN) trąbiła o PKO Biegu Charytatywnym. Pomysł startu pojawił się spontanicznie. Idea słuszna. Sztafeta, maksimum 60 pięcioosobowych drużyn w każdej z 12 lokalizacji. Czas 60 minut. Każde okrążenie to jeden posiłek dla dzieci fundowany przez PKO.

Padł pomysł, pojawiła się samozwańcza kierowniczka drużyny. Pojawiła się nazwa więc hop. Szybka rejestracja i Ortimed Runners Team pojawił się jako pierwszy na liście. Dni mijały, każdy biegał (albo i nie biegał) swoje. Przyszedł sobotni poranek. Zebraliśmy się na stadionie bydgoskiego Zawiszy. Ostatni (i jedyny) raz biegłem tam w 2001 roku w czasie sprawdzianu wojskowego, czyli na 3000 m (czas grubo powyżej 15 minut - teraz byłoby pewnie poniżej 12).

07 września 2015

Rewanż

To moje drugie podejście do Półmaratonu Philips'a w Pile. O poprzednim pisałem w relacji
Na Bohaterów Stalingradu z pustego i Salomon nie naleje
Wówczas poległem. Zamiast zakładanego 2:00 wyszło 2:09:42. Odcięło mnie na 13 km z jednej strony z powodu upału, z drugiej z braku poprzedzającego start nawodnienia.

Dziś był test przed zbliżającym się maratonem w Poznaniu. Nie ukrywam, że miałem ochotę na życiówkę i z takim zamierzeniem jechałem. Ile? 1:37:xx Taki był plan, a żeby go zrobić trzeba było trzymać na zegarku tempo w okolicach 4:37 min/km i założyć, że nie nadłożę zbyt wielu metrów.

03 grudnia 2014

Listopad za mną

Listopad to pierwszy miesiąc przygotowań do maratonu. Czy jestem z niego zadowolony? Nie do końca.
Zamarzyłem o debiucie maratońskim z czasem poniżej 3:30. Przyjaciółka zapytała czy nie lepiej na pierwszy raz obstawić 4:15, bo co później będę poprawiał. Ale co tam! Chcę ambitnie i w granicach możliwości! By to zrobić muszę jednak sumiennie przepracować zimę.
Jako metodę treningową wybrałem plan opracowany przez Jerzego Skarżynskiego, który zakłada 4-5 dni biegowych w tygodniu. Z założenia odpuszczam dodatkowy dzień, czyli środę. Trzeba trochę pomieszkać w domu.

Listopad był niestety czasem, gdy do domu wracaliśmy późno, bo pomiędzy 18.30 a 19.30. Bywało, że nie miałem siły na trening, że miałem ochotę się najeść. To sprawiło, że odpuściłem pięć treningów więc szlag trafił ok. 60 km. Owszem. Jak już zjadłem i chwilę posiedziałem nachodziła mnie ochota na bieg, ale z pełnym żołądkiem nie miało to sensu. Mam nadzieję, że grudniowy plan zdołam wykonać z nawiązką. Może nawet zrobię dodatkowo ze 2 środowe treningi.


Na kalendarzu wygląda to dość ładnie. Dużo tych ludzików.


A ile nabiegałem w listopadzie? Tylko tyle.

Tylko o 20 km więcej niż w październiku i 22 niż we wrześniu. W tym czasie wystartowałem w trzech biegach. Dwóch niepodległości (Drzewianowo i Pigża) oraz City Trail w Bydgoszczy.

Najbardziej irytują mnie przebieżki we wtorki i czwartki. Całego biegania ma być ok. 14 km, w tym przebieżki. I machaj tu setki albo dwusetki. Kilometrów przybywa tyle co kot zapłakał. Na czterysetkach jakoś idzie. 
Dlatego raz w tygodniu wprowadziłem coś innego. Bieg ze zmienną prędkością w takim układzie:
400/100+100/100+300/300+200/200. Daje to do wiwatu. Rozpocząłem od dwóch powtórzeń i co tydzień dokładałem kolejne (po drodze zrobiłem 10x400/400).


W grudniu plan wskazuje ok. 240 km ile z tego wykonam? Póki co mam motywację by wykonać 102%.

26 listopada 2014

Co wiem o nowych butach?

Niewiele. Z pudełka wyczytałem, że to model M1980GB, wujek google zasadniczo milczy, bo wyświetla dwie informacje. Jedna na stronie runningshoes.com, na której jest informacja o tym, że jeszcze nie są dostępne, drop to 6 mm i są przeznaczone dla stopy neutralnej. Druga informacja pojawia się na stronie newbalance.com pod hasłem Fresh Foam Zante pokazują się w wersji szarej strasząc limitowaną edycją na maraton w Nowym Jorku w 2015 r. I tyle.

Wersja szara jest ładniejsza, ale co zrobić? Trza testować co się ma ;)
Cóż ciekawego w nich zauważyłem. Przede wszystkim rzuca się w oczy podeszwa (o kolorze nie piszę, bo jest "oczobitny"). Z profilu widać pójście optyczne w stronę adidasowych boostów. Druga istotna rzecz to jej monolityczność i bardzo mały bieżnik. Zdaje się, że ma być naturalnie, w dodatku z dużą powierzchnią przylegania do podłoża. Ewidentnie nie są to buty na bieganie przez pola, ale postanowiłem ich zbytnio nie oszczędzać i tam także będę je testował.

Kolejną ciekawostką jest niewielka ilość szyć.  Siatka cholewki jest cienka, przewiewna, od przodu oklejona paskiem z tworzywa. Na czubku, od zewnątrz kawałek odblasku. Bok i tył są usztywnione, ale nie pancerne.

Pierwszego wieczoru postanowiłem je wypróbować. Co prawda żona sugerowała, że może wziąłbym je gdy jest jasno, by ich nie pobrudzić, ale stwierdziłem, że nie padało więc będzie sucho. Nic bardziej mylnego. Na drodze kałuże, mokry piach, lekko przeschnięta glina. Obawiałem się, że buty nie wrócą do domu w idealnym stanie.

Wyskoczyłem. Pierwsze kilkaset metrów szybkie, zbyt szybkie, więc nieco zwolniłem. Wyszło 5:40, więc w myślach mówiłem by znów zwolnić. I znów 5:40, po tym 5:28. Świadomość, że mam nowe buty, za które nie musiałem zapłacić paru stówek (normalnie ta kasa wystarczyłaby mi na dwie pary) jakoś mnie niosła. Gęba uśmiechnięta. Na nogach lekkość. Waga kuchenna pokazała 240 g przy rozmiarze 44,5. Porównałem z Asicsami 310 g.

Pod stopami miękko, elastycznie, czuć to zwłaszcza na asfalcie. Buty mają nieco wysokie podbicie, co czułem na rozcięgnie podeszwowym, ale poluzowanie sznurowadeł pomogło. Pobiegam i przywyknę. Jedyne czego się obawiam to mały drop. Nie wiem jak to zniosą łydki i rozcięgna. W Pumie faas przy 4 mm miałem problemy.

W sumie zrobiłem 15 km, w tym 6 km OWB1 i przebieżki 10x400/400. Buty niosą, odbiją się fajnie, na mokrym , miejscami zapiaszczonym asfalcie stopy nie uciekają. Bieżnik daje radę. Nawet lekko pronująca prawa noga nie koślawi mocno kostki. Amortyzacja nie jest może szalona, ale uważam ją za wystarczającą.

Na koniec jedna refleksja. Obuwie jest szybkie, stopy za nim nadążyły. Skarpetki nie dały rady i zostawały w tyle, czego efekty widać na zdjęciu ;)

3 razy Śnieżka

Rzec można, że w naszych duszach, czasem i ciałach, istnieją zadry, z którymi koniecznie chcemy się rozliczyć. Nieważne czy nastąpi to po ro...