Pokazywanie postów oznaczonych etykietą City Trail. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą City Trail. Pokaż wszystkie posty

19 października 2017

5. sezon City Trail

Zaczęliśmy 5. sezon z City Trail. To chyba taki mały jubileusz? Więc z tej okazji dołożyliśmy drugie 5 - czyli piątą lokalizację, w której biegliśmy. Tym razem padło na Katowice. Wiem, wiem, toż to koniec świata, ale trafiła się okazja to zwiedzamy. Plan jest prosty - pojawić się w każdej miejscowości, w której rozgrywane są biegi City Trail. Na liście jest już:
Bydgoszcz
Wrocław
Gdynia (trzeba będzie dorobić Gdańsk by był trójmiejski komplet)
Łódź (do poprawki, bo jest nowa trasa)
Katowice.
Poznań znamy z letniej trasy, więc wkrótce zawitamy na tradycyjnej.

 Katowice bez planu. Pobiec i tyle. Najpierw miała wystartować Kinia - córka kuzynki. Gdy się szykowała ja poszedłem potruchtać i pozwiedzać trasę. Nie jest to bydgoski stół. Trochę pod górę, trochę z góry. Sprawdzony przeze mnie fragment zapowiadał się ciekawie.
fot. Run Silesia

05 lipca 2017

Super Góry



Dwa lata temu kolega pytał mnie czy nie chciałbym wystartować w Maratonie Gór Stołowych. Impreza oblegana, ale jego brat przy niej pomaga więc jakby co mógłby zapytać czy byłoby tam dla mnie miejsce. Odmówiłem. Gdzieś czytałem, że to trudny bieg, a ja trail znałem tylko z 5 kilometrów City Trail. Góry? To inna bajka. W tym roku wygrałem w konkursie możliwość startu w Supermaratonie Gór Stołowych i postanowiłem skorzystać z tej możliwości. W sumie raz ukończyłem górski maraton, na koncie miałem dwa półmaratony i jedno 12 km. 

15 lipca 2016

Półmaratoński TriCity Trail

Wejherowo, tydzień po szaleństwach w Karkonoszach. Pomysł pojawił się jeszcze w czerwcu, zacząłem od pytania czy da radę przenocować na sali dwoje niebiegaczy. Miało dać, więc nas zapisałem.

W Wejherowie trochę błądziliśmy bo podany adres wg map googla był w innym miejscu. W końcu jednak trafiliśmy. Pakiety odebraliśmy sprawnie i poszliśmy na jedzenie. Tym razem google pomógł i trafiliśmy do jadłodajni, która serwowała m.in. makaron. Madzia zjadła z sosem bolońskim, ja wziąłem dwie porcje ze szpinakiem. Po jedzeniu szybkie poszukiwania bankomatu i spotkanie z Justyną i Kasią, które też wybrały się na półmaraton.

Wieczorem zlądowaliśmy na sali gimnastycznej, przy okazji rozmawiając chwilę z ekipą z City Trail. Posłuchałem jeszcze odprawy ultrasów bardziej po to by zaklepać jeden z kilku materacy niż po to by dowiedzieć się szczegółów. Po odprawie Justyna z ekipy organizatora zapytała mnie czy biegnę ultra, gdy dowiedziała się, że nie stwierdziła, że już się przeraziła, że w tydzień po karkonoskim rzucam się na 80 km.

Nocleg na sali to dla nas nowość. Sporo ludzi, w tym ultrasi, którzy wstawać powinni w okolicach 3 w nocy. Byłem bardzo ciekaw jak prześpimy i jak niewyspani rano będziemy.

Obudziłem się gdy ultrasi wychodzili, ale też szybko zasnąłem i rano byłem całkiem nieźle wyspany. Śniadanie na materacu, szybkie ogarnięcie bajzlu i spakowaliśmy się do samochodu. Planowaliśmy wracać zaraz po zakończeniu zawodów więc nie było sensu iść na linię startu.

22 marca 2016

Finał City Trail w Bydgoszczy

21 marca 2016 r. podsumowanie tegorocznej edycji City Trail w Bydgoszczy. Z Madzią zaliczyliśmy 4 starty, do tego po jednym w Łodzi i Gdyni. Na finał czekaliśmy i nie. Rok temu wpadłem na pomysł by w dziecięcej kategorii D1 wręczyć nagrodę dla ostatniej zawodniczki. Ku pamięci Weroniki, której nigdy nie udało się przybiec jako przedostatnia dziewczynka. Pomysł na nagrodę był od początku - klocki lego. Do pomysłu postanowiła się dołączyć pewna zawodniczka z woj. pomorskiego, która przysłała jeden ze swoich pucharów. Prosiła by o niej nie wspominać, więc nazwiskiem nie sypnę.

01 grudnia 2015

Górki i adidas response trail boost

Dziś miałem wolne od pracy, więc starym zwyczajem sezonu biegowego wyskoczyłem na masaż. Musze poskładać nieco prawą nogę, bo lubi grymasić w różnych miejscach. No, nieistotne. Po masażu wyciągnąłem Justynę na małe bieganie. Jako, że nie miałem ochoty na centrum Bydgoszczy zaproponowałem poznanie nowych rejonów Myślęcinka. Na nogach wylądowały trailowe adidasy boost i ruszyliśmy asfaltem w stronę polany Różopole.

Pusto tam bez City Trail. Spokojnie, nic dziwnego, do kolejnego biegu zostały dwa tygodnie, ja pojawię się tam dopiero w styczniu.

22 listopada 2015

Buty w teren i góry

Wymyślił mi się bieg górski. Już jakiś czas temu. Wybór padł na Karkonosze, najlepiej, by na trasie była Śnieżka. Popatrzyłem w sieci i wypatrzyłem Maraton Karkonoski. Był idealny. Nie wiedzieć czemu wyczytałem, że trasa wiedzie przez Szrenicę na Śnieżkę i z powrotem. Wystarczyło poczekać na ogłoszenie terminu i rozpoczęcie zapisów.
Trasa jest nieco inna, omija Szrenicę, ale nic to. Zapisałem się i trzeba czekać do 2 lipca. Czekać i trenować.
W mojej głowie urodziło się pytanie o to w jakich butach pobiec. Na upartego mogłyby to być New Balance 980 Boracay, ale byłoby to tak na bardzo upartego. Wolę bardziej agresywny bieżnik. Cóż zatem? Długo myślałem co kupić. Lista była długa.

15 listopada 2015

"Ciebie nie muszę przedstawiać" i "Będziesz moim Tomkiem"

(W sumie mam problem z tytułem wpisu, więc daję dwa. Oba dotarły do mnie z ust (i palców) jednej osoby.)

Pobiegaliśmy. Okazją była druga odsłona City Trail w Bydgoszczy. Przyznam się bez bicia - ostatnio bieganie mi nie idzie. Nie mam motywacji. Wskakuję w ciuchy dwa razy w tygodniu i tyle. Nic więcej. Jakbym nadal miał roztrenowanie. Trochę brak mi czasu, a tak prawdę mówiąc wyskrobałbym go gdybym tylko chciał. Jaki z tego wniosek? Pora przeczytać Bieganie metodą Danielsa, opracować plan i biegać, biegać, biegać... Tym bardziej, że powinienem się wstydzić, minęło pół miesiąca, a ja zrobiłem 42 km.

Do Myślęcinka pojechałem bez planu. Tydzień temu mocno pociągnąłem w Łodzi, teraz nie czułem potrzeby. Ot, zastanawiałem się czy pobiec tempem w okolicy 5:00 czy może ciut szybciej, ale tak jakoś mi te 25 minut nie pasowało, więc w ostatniej chwili wymyśliłem, że ruszę po 4:45 min/km.

Przed biegiem  jak przed biegiem. Dziś mżyło i było chłodno. W drodze do biura zawodów co chwila mijałem ludzi uśmiechających się na mój widok. Im dalej tym więcej uśmiechów zbierałem. Taki jestem!
fot. facebook.com/BydgoscyBiegacze

09 listopada 2015

... patrzy

Byliśmy turystami. Od długiego czasu planowaliśmy odwiedzić mieszkającego w Łodzi kuzyna Madzi. Było parę podejść, ale zawsze coś wyskakiwało. Wreszcie, ze 2 miesiące temu klamka zapadła. 6-8 listopada. Przy okazji wizyty postanowiliśmy (a może jej termin dopasowaliśmy?) wystartować w łódzkiej edycji City Trail.
U Ani i Michała zameldowaliśmy się w sobotę. Czas zszedł nam na rozrywkach - jedzeniu, jedzeniu, grze w Carcassonne, jedzeniu i gadaniu chyba do 1 w nocy. Z łóżka wyskoczyliśmy o 8:20, wciągnęliśmy szybkie śniadanie i tuż przed 10 ruszyliśmy (dziwnie wyjeżdżać tak późno).

Biuro zawodów zorganizowane jest na stadionie Łodzianki w Parku 3 Maja. 3 namioty (wydawanie numerów, strefa fizjo i punkt żywieniowy) oraz budynek (szatnie, wc, depozyt). Ciasno tam, ale zdążyliśmy przed tłokiem. Szybko odebraliśmy numery i czipy i z towarzyszącym nam Michałem ruszyliśmy na bieżnię.
 

13 września 2015

I znów City Trail

W tej edycji zmienili tablice! Zamiast "Czas powyżej 22 minut" było "Czas poniżej 22 min". Niby to samo, kwestia ustawienia się po właściwej stronie, ale jednak...

Maraton wymaga niedzielnych wybiegań na poziomie 20-25 km. Dziś powinienem zrobić 20. W sumie nie wiedziałem co pobiec, na 15 km przed startem nie było szans. Była opcja, że w drodze do domu wyskoczę w Wojnowie i potruchtam, ale czy?

12 września 2015

Jutro zaczynamy

Jutro zaczynamy trzeci sezon City Trail. W sumie to trzecia nazwa. Zaczynaliśmy od zBiegiemNatury, w ubiegłym roku City Trail, w tym City Trail z Nationale Nederlanden.
Zobaczymy jak to będzie. Inaczej, to pewne, bo w Myślęcinku będziemy meldować się później.
fot. Grzegorz Perlik

31 marca 2015

Cztery medale Weroniki

Dziś będzie w nieco cięższym klimacie. In memoriam.

Weronika, moja córka. Rocznik 2008. Gdy miała 2 lata i 5 miesięcy wylądowała na Oddziale Pediatrii Hematologii i Onkologii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego im. Jurasza w Bydgoszczy. To był koniec stycznia 2011 r. Szybka diagnostyka, biopsja węzła chłonnego szyjnego, po niespełna 10 dniach wynik histopatologii z przedziwną nazwą - neuroblastoma.
Rak pełną gębą. Czwarty stopień zaawansowania. Ścięło nas kompletnie, z czwartego piętra przeniesiono nas na trzecie - chemiczne. Zaczął się kołowrót załamania, nadziei, beznadziei, oczekiwania. Poznawania nowych terminów, nazw cytostatyków, procedur związanych z każdym z nich, czytania o wybitnej złośliwości i kiepskich rokowaniach.
To najmocniejsze zdjęcie jakie wykonałem

12 marca 2015

Pożegnanie z City Trail Bydgoszcz

8 marca jak wiadomo, tulipany, goździki i rajstopy. A nie. Goździki i rajstopy wypadły z obiegu. Ich miejsce w Bydgoszczy zajął szósty bieg z cyklu City Trail.
Ruszyliśmy stadnie - Madzia, Weronika, Ewa i ja. Tym razem nie robiłem 15 km rozgrzewki. Zgodnie z jesiennym założeniem ostatni bieg miał być startem na ostro i sprawdzianem przed Maniacką Dziesiątką, a w pewnej mierze także przed kwietniowym maratonem.
Niestety. Wiosenny maraton odpuszczam. Dlaczego? W styczniu wyciąłem sobie trzy zmiany barwnikowe skóry. Bieganie z zacerowaną klatką piersiową i plecami byłoby karkołomnym pomysłem. Po tygodniu, gdy już mógłbym się zabrać za treningi Weronika zaliczyła upadek w przedszkolu i  trzydniowy ból ręki skierował nas na ortopedyczną część SORu w Juraszu. A SOR dał nam atrakcje w postaci skierowania na dziecięcą onkologię, a tam jak wiadomo. Badania, badania, badania. Same dziwne nazwy. Niestety nie dla nas, bo znamy je doskonale. Na deser dopadła mnie grypa, z którą napar z czystka nie pomógł. I tak strzelił mi trzeci tydzień bez treningów. Czwarty tydzień to dla odmiany wizyta na oddziale rzeźników - znaczy ortopedii i biopsja kości. Ot życie na bombie zegarowej.

Powrót do treningów był ciężki, z wysokim tętnem i wolnym wbieganiem. Właściwie nie wróciłem do właściwego rytmu treningowego.
Standardowo na tydzień przed startem na 5 km zrobiłem wytrzymałość tempową 10x400/400 tym razem tempem 4:10 min/km (w październiku było to 4:20). Przyznam się, że w styczniu czterysetki biegałem czasami poniżej 4:00, ale cóż. Poszły w las. Tydzień przed startem to tylko 10 powtórzeń skipów i wieloskoków (50 m skip + 50 min wieloskok). W piątek przebiegnięty mały kawałek i tyle szaleństw.
fot. Grzegorz Perlik

02 stycznia 2015

Dwie życiówki na koniec czyli podsumowanie 2014 roku

Tytuł jest bardzo szumny i rozmija się nieco z typowym pojmowaniem życiówki. Tym razem żaden to czas, a dystanse: miesięczny i roczny. Patrząc na kolegów - dwóch Tomków B. szału nie robię. Ich kilometraże są o niebo większe. 246,63 km w grudniu, to o 39,01 km więcej niż w rekordowym marcu. Plan Skarżyńskiego w realizacji, zdaje się, że działa. W grudniu sumiennie, wypadły mi 2 treningi (jeden całkowicie, z drugiego zrobiłem 4 km i z powodu trwającego nadal bólu stawu skokowego odpuściłem 10 km). Gdyby przeliczyć to na kilometry i odjąć to co dodałem w innych treningach uzbierałoby się ok. 19 km.

Drugi rekord to przebieg roczny. Co prawda do marszałka Sikorskiego mi daleko, ale w przeciwieństwie do niego nie rozliczałem się z jazdy samochodem. 1582,75. W 2013 roku było skromniej, bo 1334 km. Wybiegałbym więcej, ale w styczniu i lutym męczyłem się z bólem pod kolanem, który wyglądał na zespół pasma biodrowo-piszczelowego. Po wizycie u fizjoterapeutki (polecam) okazało się, że odezwał mi się kręgosłup, bo nie wytrzymał niektórych ćwiczeń gimnastyki siłowej. W drugiej połowie lipca pojawił się ból poniżej zgięcia kolanowego. Zmniejszenie przebiegów nie przyniosło skutku, ortopeda orzekł chondromalację rzepki i torbiel Backera. Szczęśliwie ponowna wizyta u Justyny przyniosła bardziej optymistyczną diagnozę - przeciążenie. Skończyło się kilkoma sesjami masażu głębokiego i ból ustąpił. Gdyby nie te dwa epizody pewnie przekroczyłbym 1800, a może 2000 km. Zostawię to na przyszły rok.


Co jeszcze zadziało się w ciągu ubiegłego roku?
Zawody: 16 startów,  w tym 5 km po trzy starty wiosną i jesienią (zBiegiemNatury i City Trail), 1 raz 10 km z życiówką, ale gorszą o prawie 3 minuty od zakładanej, jedna 15 km z życiówką, pierwszy raz podszedłem do półmaratonu i zaliczyłem trzy. Oprócz tego biegi na karkołomnych dystansach 1,6 i 3,5 km, dwa biegi niepodległości (3 mile i 11 km).
fot. Waldemar Kowalewski


W sierpniu postanowiłem rozwinąć pisarstwo uprawiane na portalu maratonypolskie.pl i założyć blog. Efekt tego był taki, że wypożyczono mi do testów zegarek Soleus Fit, wygrałem w konkursie na testerów nowych modeli butów New Balance, a tym samym założyłem konto na instagramie.

NB  M1980GB
NB M980GG2
Dalej publikuję swe teksty na maratonach, efekt jest taki, że sporo z nich (ku memu zdziwieniu i radości zarazem) zostało przez admina wrzucone na główną stronę. Znaczy nie piszę aż tak źle.
https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEjE5n8V3-tpkXQGBr0goDFIkeNjMnSSE9JIEA0rdLZkmEyHny1F02NT77z76d2BFZok2nmGx-zJJdYg9mU25rVZsuaIRbwgyoOOUWcNVmhsiIzh9eHDhnaXSsuJKkKKIWkLA32MR00iiKU/s200/maratony_polskie.png
Poza tym coś się zaczęło ruszać w wydolności. Tempo rośnie, tętno spada. Zobaczymy jak to będzie wyglądać, gdy dojdę do WB2, które prędkościami przelotowymi będzie oscylować w okolicach mej życiówki na 10 km.

A plany na 2015 rok? Zacząłem 1 stycznia od dystansu 20,15 km, a teraz pozostaje wszystko co monotonne - trening do maratonu, który odbędzie się 19 kwietnia w Łodzi (chyba, że dziwnym trafem rzucę się na Kraków, ale raczej wątpię). Oprócz tego dokończenie cyklu City Trail, parę dziesiątek, półmaratony w Inowrocławiu, Unisławiu i rozprawienie się z Piłą. Może jesienią rzucę się na maraton w Poznaniu?

27 października 2014

Grand Prix City Trail start.

26 października 2014 roku. City Trail w Bydgoszczy ruszył z kopyta. Jeszcze wiosną zawody zwały się zBiegiemNatury, ale organizujące ekipy postanowiły wziąć rozwód, z różnych, tajemnych jak receptura na złoto z ołowiu, powodów stara nazwa nie pozostała i stąd mamy obco brzmiące siti trail (jak próbuje to wymówić moja sześcioletnia Weronika).

Na cykl czekam i nie czekam. No dobra czekam, ale z nutą smutku, bo postanowiłem, że tylko dwa razy pobiegnę ostro. Będą to pierwsze i ostatnie zawody. Dlaczego? Od listopada ruszam z przygotowaniami do maratonu i nie będę grzeszył odstępując od planu treningowego. Niby to raz w miesiącu, ale zawsze.

No, ale do rzeczy - opowieści o pierwszym biegu. Zapowiadał się tłok. Zafundowałem żonie i sobie numer imienny, do tego sąsiadka też takowy zakupiła. Trzecią osobą, którą pewnie namówiłem (a przynajmniej szepnąłem jej o tych świetnych zawodach) jest wspominana parokrotnie czarodziejka od wszystkiego co boli (celowo nie napiszę "ręce, które leczą" bo zdaje się, że to termin zarezerwowany) - p. Justyna - znaczy fizjoterapeutka, czwartą Jola - z której jest kawał dobrej poetki (gdyby ktoś chciał jej tomik niech da znać - powiem jak go zdobyć). Szepnąłem też Piotrowi - koledze z Nakła. Zapowiadał się tłok (tak przynajmniej sugerowała lista startowa opiewająca na jakieś 620 osób. Koniec końców do mety dotarło 586 zawodników, co jest oczywiście rekordem (w ub. roku w Bydgoszczy startowało plus minus 400 osób).

Skoro start miał być ostry to też plan musiał do tego równać. Postanowiłem powalczyć o poprawę ubiegłorocznej życiówki, która wynosiła 22:42. Planowałem przycisnąć i zrobić 21:59, ale czy to możliwe? Tydzień wcześniej zrobiłem wytrzymałość tempową 10x400m/400 m w tempie 4:20 min/km. Niewiadomą pozostawało czy zdołam to wytrzymać siłowo i czy starczy mi tchu.


Jak zwykle w Myślęcinku wylądowaliśmy sporo przed czasem. Jakoś nie mogę przywyknąć, że w niedzielę do Bydgoszczy jedzie się dużo szybciej. Na początek odbiór numeru startowego Weroniki. W ubiegłym roku startowała i tak jej się to spodobało, że w tym roku również chciała. Nie zniechęciły jej nawet ostatnie miejsca, które namiętnie zajmuje. Jeszcze przed wyjazdem opowiadała, że śniło jej się, iż przybiega jako pierwsza. Ech... Może kiedyś??

Im bliżej startu City Trail Junior tym więcej ludzi. Spotkaliśmy się z p. Justyną, jej mężem i córką, która również dała się namówić. Dziewczynki jak zwykle w swym szalonym świecie. Numery przypięte i wreszcie doczekały się rozpoczęcia procedury przedstartowej. Pod bramką tłok. Tez z serii "tłok jak smok". Tak na oko dzieciaków było ze dwa razy tyle co rok temu. Odprawa, spacer na linię startu i tam rozgrzewka. Jako, że dzieciaków dużo postanowiono puścić je w dwóch turach. Panie przodem.  Zanim to nastąpiło padło sakramentalne pytanie i ma ulubiona odpowiedź:

Dla tego TAAAAAAAAAAAAAK warto tam być :)
Wreszcie "Gotów. Start!" I poszły konie po asfalcie. Weronika sama. Wszak to przynajmniej ósmy start w jej życiu, więc wie co i jak. Próbowałem robić zdjęcia, ale z aparatem typu małpka nie mogę znaleźć wspólnego języka.
Po drodze wyprzedziła płaczącą dziewczynkę poganianą przez matkę czy ojca (nie zwróciłem uwagi). Niestety. Chore ambicje rodziców wyłażą czasem na pierwszy plan. Dziecko ma być naj, naj, naj. Byle nie najgorsze i nie "najdrugsze" Wyścig szczurzątek...
Wreszcie meta. Nawet nie wiedziałem, że na mecie aparatem polował Grzegorz Perlik. Grzesiu! Jeszcze raz ślicznie dziękuję.
fot. Grzegorz Perlik

Po biegu dziecięcym trochę czasu na plotki i pogaduchy, od Krzyśka dowiedziałem, się, że robi za słomianego wdowca, bo żona mu się wykruszyła (szkoda, bo miałem ochotę się z nią pościgać), a o przed 10.30 ruszyłem się przebrać i zabrać za rozgrzewkę. Muszę pamiętać, że 30 minut na obie czynności to ciut za mało. Następnym razem poświęcę na to przynajmniej 40 minut. Jeszcze Grześ mnie upolował, gdy biegłem z bluzą dla Weroniki i stwierdził, że wypatrzeć mnie w tłumie będzie ciężko.
fot. Grzegorz Perlik

Prawdę mówiąc miałem problem jaki zestaw ubrań wybrać. Rano było nieprzyzwoicie zimno i dało się wytrzymać mając na sobie cienki sweter, dwa polary i kurtkę. Na bieg zrezygnowałem jednak z długich spodni, wrzuciłem na grzbiet długi podkoszulek termo, bluzę i klubową koszulkę z krótkim rękawem. Na tyłku krótkie spodenki. Pod koniec rozgrzewki wiedziałem, że trzeba będzie zrezygnować z bluzy. Skłony, skręty, przebieżki i... O cholera. 10 minut do startu, a ja bez rozciągania. Szybka wizyta w depozycie, trzy rozciągnięcia, nie zdecydowałem się nawet by wysypać piach z buta. Minuta, lekki stres. Nigdy nie stałem w tak szybkiej strefie startowej.
Poszliśmy! Kontrola tempa po stu metrach. 26 sekund. Idealnie. Trzy zdania z człowiekiem obok, pytał na ile biegnę, stwierdził, że się dołączy, bo dziś jest bez zegarka. 200 metrów dalej pobiegł szybciej.
Skręciliśmy w lewo, asfalt za nami, a przed najgorsze 300 m trasy - wybitnie rozdeptane i miękkie. I tym razem grupa była szybka, nikt nie odpadał, w zasadzie nie trzeba było wyprzedzać. To dla mnie nowość.
Pierwszy kilometr idealny - 4:23, od drugiego tradycyjna różnica między oznaczeniem trasy a zegarkiem. Drugi wolniej - 4:32 (pod jego koniec dwie niespodzianki - leżące na trasie drzewo sprawiło, że pomyślałem, iż wreszcie jest przełajowo, ale zaraz za nim dziwnie przeciągnięta taśma wyznaczająca trasę), trzeci 4:37. Biegnę skupiony, nawet nie macham do aparatu. Dopiero w domu, na zdjęciach wypatrzyłem, że pod nogami miałem piękny dywan z liści.
fot. Grzegorz Perlik

Na czwartym zacząłem czuć nogi, czas 4:31. To oczywiście czasy z zegarka. Na piątym kilometrze zacząłem przyspieszać. Ostatni zakręt w prawo, zaczął się asfalt, wiem, że to jeszcze ok. 400 m. Kontroluję pierwszy raz czas całkowity. Było jakieś 20:40. Szybki kalkulacja i wiem, że mam szanse. Zatem mocniej i mocniej. Poganiam wyprzedzanych, kilku z nich się rewanżuje. Cisnę. 200 m do mety, 100, 50, 30. Patrzę na zegar przy mecie. O ile pamiętam coś ok. 21:50. Już wiem. Nawet brutto będzie poniżej 22 minut! Na koniec ręce w górę, zatrzymanie zegarka i znów ręce w górę. Zrobiłem! Jest! 21:51:90! Czas z grudnia ub. roku poprawiłem o 50 sekund!
Zdyszany oddałem chip, przechwyciłem Wierkę, która była pod opieką Tomka i stanęliśmy w okolicy mety by dopingować mamie Magdzie, sąsiadce Ewie i fizjo Justynie. A w ręku wielki transparent przygotowany w domu.
Moje bystre dziecko samo wpadło na pomysł by wpisać wszystkie imiona.
Wreszcie pojawiły się dziewczyny. Wcześniej - sądząc, że Magda do końca pobiegnie na luzie - zapytałem Wierkę czy chce wbiec na metę z mamą. Oczywiście. A tu niespodzianka. Cała trójka przyspieszyła i gnała w najlepsze. Wierka złapana za rękę upadła na 2 metry przed metą, a Magda się zatrzymała na 50 cm przed matą i po nią wróciła. I tak przeskoczyło na zegarze na 36 minut.
Za metą baby się zagubiły, nie znalazłem ich koło samochodu, ale stwierdziłem, że się przebiorę. Wróciłem w okolice startu, tam odczytałem smsa od Joli. Jakoś się znaleźliśmy by zrobić sobie zdjęcie pod bramą startową.
Wracając wypatrzyłem Olę i Błażeja Brzezińskich. Nie mogłem sobie odmówić i poprosiłem mistrzów o wspólne foto. Błażej to tegoroczny brązowy medalista Mistrzostw Polski w maratonie, a w Mistrzostwach Europy do końca walczył dla drużyny, mając nadzieję, że dołoży swą cegiełkę do drużynowego medalu, niestety, jak większość pamięta dwóch naszych zeszło z trasy.

Zawody udane. Jak zwykle sympatyczne, jak zwykle dobrze zorganizowane. Herbata pyszna, rogaliki jeszcze lepsze. Dla dzieciaków lizaki i herbata (Wierka prosiła o dolewkę, a po moim biegu ograbiła mnie z większej części). W toitoiach luksus - papier toaletowy (co prawda z tych stresujących - znaczy cienki, ale był). W skali dziesięciopunktowej daję 11.
A czytając wieczorem relację dowiedziałem się o co chodziło z taśmą i drzewem. Okazało się, że to działalność jakiś "życzliwych".

I zdaje się, że mogłem zaryzykować i pobiec nieco szybciej. Średnie tętno wyniosło 185, maksymalne 195, zatem w rezerwie zostało 8 uderzeń i całą trasę oddychało mi się całkiem swobodnie. Nie dyszałem tak jak w grudniu ub. roku. Nie zmienia to faktu, że jestem bardzo zadowolony.

Teraz czekam na XVIII Bieg Niepodległości w Pigży. Tam będzie treningowo, tempem powyżej 6 min/km. I może jeszcze wystartuję w mej wsi, o ile nie będę w pracy.

2 bieg City Trail w Bydgoszczy już 30 listopada.

18 października 2014

"Idzie jesień dary niesie"

Jesień w zasadzie nie idzie. Już przyszła i zagościła się na dobre. Jeszcze chwila, a z pięknej, złocistej, czerwonej, bordowej, brązowej, takiej kolorowej zrobi się szara, bura i ponura. Póki co cieszę się tym co za oknem. Choć robi się chłodniej, choć jest wilgotno, a ostatnie trzy dni były deszczowe dary wędrują pięknie. Och jak dobrze, że nie mieszkam w mieście! To nic, że błoto! To nic!

Dziś zrobiłem dużą pętlę. Właśnie. Moje trasy biegowe to zasadniczo trzy pętle i trasa nocna od lasu do lasu.
Pętla mała 4,2 km, średnia 4,8 km i duża 7,5 km (czasem - tak jak dziś lekko zmodyfikowana 8,15). Początek przez pola, starą drogą do Mroczy, później hop w las drogą, którą jeździ niewiele osób i robi to raczej czymś większym niż auto osobowe. W lesie miło. Drzewa kolorowe, dęby, olchy. Liście dębów na drzewach będą mi towarzyszyć do wczesnej wiosny. Mieszkając w mieście nie miałem pojęcia, że po uschnięciu nie opadają na ziemię.
Zanim wbiegłem do lasu strzeliłem sobie focię z rąsi. Panorama mi się wymyśliła :D Pomysł na nią nie był przypadkowy - wysyłałem ją na konkurs foto-biegowy.

Po 2,6 km trzeba na chwilę wyskoczyć z lasu i pobiec wzdłuż jego granicy, a tam było drugie miejsce z wyciętymi drzewami. Opał i papier. I znów liściasto i iglasto. Takie tu mam lasy.
Hmmm. Ja tu się zachwycam okolicznościami przyrody a co z bieganiem? Właśnie. Dziś po trudach tygodnia i późnych powrotów postawiłem na relaks. Wolniej, tempo w ok. 6:10 i z niskim tętnem. Jeszcze niedawno psioczyłem, że mam za wysokie. Chyba zaczęło wracać do normy odkąd wróciłem do bardziej regularnego biegania. Dzisiejsze średnie 146.
Prawdę mówiąc nadal nie szaleję biegowo. Potrafię odpuścić 3 kolejne dni, ale jakoś tak się poskładał październik, że mam nieco więcej zajęć i z wieczora nie miewam ochoty na bieganie. Nic to. Od listopada ruszę ostro, bo w mej głowie urodził się plan, który definiuje liczba 42195, ale o tym w innym wpisie.
Błoto... Najgorzej będzie zmoczyć buty i zastanawiać się czy zdążą wyschnąć. Z drugiej strony poprzednie dwie zimy jakoś przeżyły i dało się biegać, więc nie będę się martwił na zapas.

26 października startujemy całą rodziną w cyklu City Trail. Madzia pozazdrościła Wierce i mi i też pobiegnie. Do tego sąsiadka. Hmmm Muszę pomyśleć ile osób już namówiłem na ten cykl. Myślęcinek ma to dobrego, że jest płasko i można się postarać o w miarę dobry czas (pod warunkiem, że nie ma błota i śniegu).
Zastanawiałem się co wybiegać za tydzień. Czy ruszyć towarzysko z dziewczynami czy powalczyć z czasem. Chyba wybiorę drugą opcję. Wiosną będę miał z czym porównywać. A jaki plan czasowy? Nie pochwalę się, bo nie wiem czy mam na niego szanse.
Jutro trening pod superkompensację. Będzie ostro i mocno. Przebieżki 10x400/400 tempem szybszym o ok. 5 sekund od startowego. Jak da radę to o 10 sekund.

A takie bieganie miałem dziś . Normalnie bym nie pomyślał o zdjęciach. 


3 razy Śnieżka

Rzec można, że w naszych duszach, czasem i ciałach, istnieją zadry, z którymi koniecznie chcemy się rozliczyć. Nieważne czy nastąpi to po ro...