02 kwietnia 2015

6 bieg City Trail Junior w Bydgoszczy

Dziś się nie rozpiszę.
Będą dwa nagrania. Pierwsze autorstwa Grzegorza Perlika. Ostatni start Weroniki w cyklu City Trail Junior w Bydgoszczy. Było to 8 marca 2015 r.



Drugie to nagranie Weroniki.

31 marca 2015

Co dadzą "Cztery medale Weroniki"?

Wpis Cztery medale Weroniki trafił do wielu ludzi. Nie sądziłem, że tak będzie. Stwierdziłem, że to bez sensu by skończyło się tylko na tym.

Jest ktoś, kogo poznaliśmy w pierwszych dniach choroby Weroniki. Ma na imię Oliwier. Oprócz szpitalnego pokoju połączyła nas neuroblastoma. Po okresie remisji Oliwier od roku ponownie choruje. Jego rodzice chcąc zrobić wszystko co możliwe by Oli wyzdrowiał zbierają pieniądze na terapię przeciwciałami anty GD2. Niestety w Polsce dopiero się pojawia w badaniach klinicznych i nie obejmuje pacjentów ze wznową, dlatego Oliwiera czeka leczenie w Niemczech. Koszt ok. 150 tys. euro. Połowę tej kwoty już mają.

Jeśli możecie wpłaćcie na któreś z jego kont fundacyjnych. Choćby 1 zł, choćby 1% podatku. Szczegóły znajdziecie tutaj 
http://naszawalkaosynka.blog.pl/

Cztery medale Weroniki

Dziś będzie w nieco cięższym klimacie. In memoriam.

Weronika, moja córka. Rocznik 2008. Gdy miała 2 lata i 5 miesięcy wylądowała na Oddziale Pediatrii Hematologii i Onkologii Dziecięcej Szpitala Uniwersyteckiego im. Jurasza w Bydgoszczy. To był koniec stycznia 2011 r. Szybka diagnostyka, biopsja węzła chłonnego szyjnego, po niespełna 10 dniach wynik histopatologii z przedziwną nazwą - neuroblastoma.
Rak pełną gębą. Czwarty stopień zaawansowania. Ścięło nas kompletnie, z czwartego piętra przeniesiono nas na trzecie - chemiczne. Zaczął się kołowrót załamania, nadziei, beznadziei, oczekiwania. Poznawania nowych terminów, nazw cytostatyków, procedur związanych z każdym z nich, czytania o wybitnej złośliwości i kiepskich rokowaniach.
To najmocniejsze zdjęcie jakie wykonałem

20 marca 2015

11 Maniacka Dziesiątka

11 Maniacka Dziesiątka za mną. Może to dziwne, ale to dopiero druga atestowana dziesiątka na moim koncie i drugie podejście do łamania 45 minut. W ubiegłym roku skończyło się czasem 47:49, w tym kalkulatory biegowe sugerowały, że mogę zrobić 43:59. Postanowiłem podejść do tematu ostrożnie i atakować 44:59.
Z Nakła wyruszyliśmy w czterech. Sławek, Tomek, debiutant Krzysiek i ja. Humory dopisywały, ciągle gdybaliśmy w jakie ciuchy wskoczymy. Przez chwilę miałem pomysł na krótkie spodenki, a do tego długi podkoszulek termo, cienka bluza techniczna z długim rękawem i klubowa koszulka.
Sławek zbeształ mnie w najlepsze, wszak on nie zakładał nawet rękawiczek.

12 marca 2015

Pożegnanie z City Trail Bydgoszcz

8 marca jak wiadomo, tulipany, goździki i rajstopy. A nie. Goździki i rajstopy wypadły z obiegu. Ich miejsce w Bydgoszczy zajął szósty bieg z cyklu City Trail.
Ruszyliśmy stadnie - Madzia, Weronika, Ewa i ja. Tym razem nie robiłem 15 km rozgrzewki. Zgodnie z jesiennym założeniem ostatni bieg miał być startem na ostro i sprawdzianem przed Maniacką Dziesiątką, a w pewnej mierze także przed kwietniowym maratonem.
Niestety. Wiosenny maraton odpuszczam. Dlaczego? W styczniu wyciąłem sobie trzy zmiany barwnikowe skóry. Bieganie z zacerowaną klatką piersiową i plecami byłoby karkołomnym pomysłem. Po tygodniu, gdy już mógłbym się zabrać za treningi Weronika zaliczyła upadek w przedszkolu i  trzydniowy ból ręki skierował nas na ortopedyczną część SORu w Juraszu. A SOR dał nam atrakcje w postaci skierowania na dziecięcą onkologię, a tam jak wiadomo. Badania, badania, badania. Same dziwne nazwy. Niestety nie dla nas, bo znamy je doskonale. Na deser dopadła mnie grypa, z którą napar z czystka nie pomógł. I tak strzelił mi trzeci tydzień bez treningów. Czwarty tydzień to dla odmiany wizyta na oddziale rzeźników - znaczy ortopedii i biopsja kości. Ot życie na bombie zegarowej.

Powrót do treningów był ciężki, z wysokim tętnem i wolnym wbieganiem. Właściwie nie wróciłem do właściwego rytmu treningowego.
Standardowo na tydzień przed startem na 5 km zrobiłem wytrzymałość tempową 10x400/400 tym razem tempem 4:10 min/km (w październiku było to 4:20). Przyznam się, że w styczniu czterysetki biegałem czasami poniżej 4:00, ale cóż. Poszły w las. Tydzień przed startem to tylko 10 powtórzeń skipów i wieloskoków (50 m skip + 50 min wieloskok). W piątek przebiegnięty mały kawałek i tyle szaleństw.
fot. Grzegorz Perlik

21 lutego 2015

Test New Balance Fresh Foam Boracay m980gg2

Trochę pobiegałem. Przedpremierowe Boracay założyłem na nogi 13 grudnia 2014 r. Dziś, gdy zaczynam spisywać refleksje na ich temat  wciąż są przedpremierowe.
Mimo ostatnich 3 tygodni przerwy przebiegłem w nich 400,2 km i wydaje mi się, że to wystarczający dystans by napisać o nich parę słów.

Buty, jak buty. Zelówka, cholewka, sznurówki. Niby żadna filozofia.
W temacie zelówki mamy chyba powrót do korzeni. Jest prosta, płaska, bez udziwnień, usztywnień i wzmocnień. Geometryczny, sześcioboczny bieżnik sprawia wrażenie, że but może być śliski w terenie. Nie jest. Owszem, nie są to buty trailowe, ale na piaszczystych czy błotnistych podłożach radzą sobie całkiem przyzwoicie.
Patrząc na podeszwę można się zastanawiać co będzie na kamieniach, na ile będą się one wbijały w stopę. Nie ma sensu się zastanawiać, bo nie kojarzę, bym kiedykolwiek poczuł kamień śródstopiem. Wspomniałem wyżej o braku wzmocnień. Standardowo podeszwy butów są dzielone na trzy części, a w rejonie śródstopia i rozcięgna podeszwowego mają przeróżne usztywnienia i wzmocnienia. Dotychczas wydawało mi się to fajne, ale teraz już nie. W Boracay wymyślono sobie maksymalną powierzchnię przylegania do podłoża, dzięki czemu są bardziej elastyczne. Mi to bardzo odpowiada.

New Balance reklamuje je (podobnie jak model Zante) jako buty z rewolucyjną podeszwą, wybitnie amortyzowaną, dzięki której odkryje się nowe doznania w bieganiu. Cóż. Buty trzeba jakoś sprzedać, ale czy koniecznie w ten sposób? Uważam, że opowieści o super amortyzacji i ugięciu pianki to marketingowy bełkot, bo tego nie czuję i dobrze, że nie czuję. Są wygodne, całkiem dynamiczne, ale nie tak jak #zante.  Skoro nie ma ugięcia, zwłaszcza w strefie palców nie ma (moim zdaniem) tłumienia energii wybicia. W temacie podeszwy z pianki mam doświadczenie z Pumą Faas 500v2, w której amortyzację czuć było na każdym kroku - pięta wbijała się w piankę, podobnie palce. Tutaj tego nie zauważam i oby się to nie zmieniło. 
Jak dla mnie w Boracay amortyzacja jest wystarczająca. Nie czuję, że jest, ale też nie czuję, by było twardo.

Cholewka. Tu mamy ciekawostkę (zbieżną z Zante). Cholewka zasadniczo jest monolityczna. Wytłoczona z jednego kawałka, z naklejonym emblematem N i co ciekawe ciężko znaleźć na niej szycie. Przednia część pozbawiona jest ściegów. Wszystko solidnie sklejone, od wewnątrz do wysokości 1-1,5 cm wzmocnione twardszym tworzywem, więc nie ma obawy, że w małej kałuży but przecieknie. To niezły wynalazek. Buty leżą świetnie, pierwsze wrażenie było takie, że są nawet ciut za ciasne bo dobrze opinały stopę, ale szybko do tego przywykłem. Moje stopy mają jedną wielką wadę - paluchy w czasie chodzenia i biegania podnoszą się nieznacznie ku górze i często wypychają dziury w cholewce. Zazwyczaj dzieje się to po 120 km i wówczas muszę dokonywać tuningu podklejając kawałki grubszej tkaniny, albo wszywając szerszą gumkę. Tutaj problem pojawił się dopiero po 400 km i to w lewym bucie, w prawym jedynym mankamentem jest jakieś odklejenie kawałka plastikowego wzmocnienia wewnątrz, właśnie na wysokości palucha. Muszę to jednak dobrze wymacać i pomyśleć jak to podkleić. Nie przeszkadza to, nie powoduje urazów, ale zdarza się, że wyciera dziurę w skarpecie. Z drugiej strony przy takiej eksploatacji butów i dziennych przebiegach rzędu 14-25 km nie ma się czemu dziwić. Skarpety nie są wieczne.  
Zapiętek jest porządnie wyściełany w okolicy ścięgna Achillesa, w 3/4 wysokości sztywny.


Sznurowadłom też poświęcę parę zdań. Nie dlatego, że się rozwiązują, bo przy moim sznurowaniu nie ma z tym problemu (wiążąc pętelkę sznurówki dwukrotnie przekładam przez oczko). Sznurowadła są lekko elastyczne, więc pewnie nie powinny się rozwiązywać. Ich jedyną wadą jest długość. Są wybitnie długie. Po zawiązaniu kokardy ich końce walają się po ziemi. Z tego powodu przetykam je pod przesznurowaniem w przedniej części buta i nie ma problemu. Jakoś nie kusi mnie wymiana sznurowadeł.

New Balance Fresh Foam Boracay, jak kto woli m980gg2. Fajne. Nie narzekam na bóle stóp, łydki nie dokuczają. Nic tylko biegać. Co ciekawe drop wynosi zaledwie 4 mm. Dotychczas była to dla mnie wartość karkołomna. W Pumach objawiła się bólami rozcięgien podeszwowych na tyle poważnymi, że faasy przestały być butami biegowymi, a zacząłem używać ich na co dzień. Boracay założyłem i ruszyłem na 21 km wybiegania, by było bardziej wariacko trasa wiodła w jedną stronę - pobiegłem w odwiedziny do kuzynki, więc nie było mowy o ewentualnym powrocie. Dobiegłem bez żadnych dolegliwości, a z bardzo dobrymi wrażeniami.

New Balance Fresh Foam Boracay to buty, które będę kupował, chyba, że znajdę sponsora, albo trafię do teamu New Balance. Jedyną wadą, taką poważną, będzie ich cena. Na niemieckiej stronie NB wynosi ona 110 euro. To diabelnie dużo jak na zwykłego śmiertelnika z Polski. Pozostanie nam czekać na jesienne obniżki, bo buty są warte grzechu.


I ostatnia refleksja. Niby pierdoła, ale ważna. Nie zauważyłem bym nagminnie łapał w nie kamyki. W asicsach było to częste. Człowiek biegł sobie przez pola, albo las i nagle sru, kamyk w bucie. Tu dzieje się to nader sporadycznie. 

Czekajcie cierpliwie, wkrótce wskoczę w New Balance Fresh Foam Zante, bo trzeba będzie zrobić parę szybkich treningów i wystartować w Maniackiej Dziesiątce. Zante traktuję jako startowe, bo odnoszę wrażenie, że producent nie kłamie - te buty są szybkie, a przekonałem się o tym jeszcze przed ich zapowiedziami w sieci.

07 lutego 2015

2 tygodnie przerwy

Zrobiłem sobie wolne. Początkowo z przymusu, a w tym tygodniu z lenistwa, stresów i zmęczenia.
Ostatni raz buty biegowe miałem na nogach 25 stycznia w czasie 4 startu w City Trail. 26 stycznia udałem się w jedno z tych miejsc, których nie lubię, bo mi się kojarzą, czyli do Centrum Onkologii w Bydgoszczy. Musiałem dać sobie wyciąć trzy zmiany barwnikowe. W sumie powinienem uważać z bieganiem, bo promieniowanie UV robią swoje, a moja skóra ma tendencję do szaleństw pigmentacyjnych. Jak byłem dzieckiem to wydawało mi się, że pewnego dnia będę miał tyle pieprzyków, że stanę się murzynem :D

No, w każdym razie doktor chlasnął mnie nożem w trzech miejscach, z czego dwa były newralgiczne jeśli chodzi o biegowe machanie rękami. Miałem plan, że otejpuję sobie okolice cięć, ale nic z tego nie wyszło. Gdy po tygodniowej przerwie wyszło, że mógłbym już biegać wyskoczyła niespodzianka i musieliśmy trochę poprzestawiać czas wolny i zrobić sobie "małe wakacje." Nerwy, stres i do tego brak konkretów. Stoimy niemalże w rozkroku. Jesteśmy jak dziecko zbierające klocki. Póki co je gromadzi, ale nie ma pojęcia co da się z nich zbudować.

Wieczorem jakoś nie mogłem wyjść na bieganie. Za dużo atrakcji, za duże zmęczenie. Do tego chyba dopada mnie zimowe przemęczenie. Oj jak mnie wkurza wizja wyjścia nocą na bieganie. Niby jestem nastawiony, że wyruszę, ale gdy przychodzi godzina 20:30 stwierdzam, że mi się nie chce, że za ciemno, że to i owo i znajduję przynajmniej 5 powodów by się nie przebrać i zostaję w domu. W środę próbowałem nawet wstać o 5 rano i wyskoczyć na poranne 14 km, ale ni cholery. Nie jestem rannym ptaszkiem. Nie idzie mi. Do tego było ciemno, ja byłem nie wyspany, w łóżku mogłem zostać jeszcze przez 2 godziny. Pod kołdrą ciepło. W głowie milion myśli. Nie. Nie i nie. Zostałem.

Tak, mam kryzys. Nadzieja w jutrze. 5 odcinek City Trail. Ruszam rano, zrobię 15 km rozgrzewki, wystartuję, wskoczę do samochodu, załatwię co trzeba i wrócę do domu. I mam nadzieję, że od wtorku nie będzie żadnych komplikacji.

I mam nadzieję, że te wszystkie klocki, które ostatnio zbieramy ułożą się w logiczną i optymistyczną całość. Nie. To nie nadzieja. To pewność. Tak będzie i tyle.

I wkurza mnie to, że nie biegam, i mam wyrzuty sumienia. Maraton nie wybacza takich zachowań.

3 razy Śnieżka

Rzec można, że w naszych duszach, czasem i ciałach, istnieją zadry, z którymi koniecznie chcemy się rozliczyć. Nieważne czy nastąpi to po ro...